• Nasze rekomendacje
  •  
    CO WARTO PRZECZYTAĆ W PIERWSZEJ KOLEJNOŚCI?
    Dziś Lucile poleca wiersz bonkrety
    pt. "Spisane będą" (dyptyk)



    UWAGA!
    JEŻELI JESTEŚ ZAREJESTROWANYM UŻYTKOWNIKIEM I MASZ PROBLEM Z LOGOWANIEM, NAPISZ NAM O TYM W MAILU.
    [email protected]
    PODAJĄC W TYTULE "PROBLEM Z LOGOWANIEM"
     

"Z pamiętnika Misia Porzuconego" cz.3 - "O tym, jak mieszka się w garderobie"

Najbardziej wymagająca literatura

Moderatorzy: skaranie boskie, eka

ODPOWIEDZ
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
Alicja Jonasz
Posty: 1287
Rejestracja: wt kwie 24, 2012 9:01 am
Płeć:

"Z pamiętnika Misia Porzuconego" cz.3 - "O tym, jak mieszka się w garderobie"

#1 Post autor: Alicja Jonasz » pt maja 10, 2019 7:17 pm

do pierwszego
do poprzedniego
Garderoba, w której mieszkam, to najpiękniejsze miejsce na świecie. Stoi tam moje ulubione żółte krzesło. Zdradzę wam sekret, że nie jest to zwykły mebel, jakich w każdym domu wiele, ale zaczarowany, jak wszystko w mieszkaniu pani Ani. Kiedy na dworze chłodno i spacer po ogrodzie nie cieszy, zamykam oczy i wyobrażam sobie, że to kosmiczny pojazd, którym można podróżować po wszechświecie. Wystarczy tylko nacisnąć czerwony guzik umieszczony na oparciu, a krzesło samo się unosi. Chwilę balansuje nad podłogą, kiwa się, troszeczkę trzęsie, a potem z prędkością światła, albo jeszcze szybciej, śmiga w kosmiczną przestrzeń.
Tego dnia, o którym chcę wam opowiedzieć, podróżowałem właśnie na zaczarowanym krześle w kierunku Galaktyki Lipowego Miodku. Widziałem ją wyraźnie. Widniała na czarnym, gwiaździstym niebie niczym duża kropla pszczelego specjału, której oprzeć się nie mógłby żaden miś astronauta. Akurat miałem lądować na jednej z jej planet z zamiarem wzmocnienia się odrobinką miodu z tamtejszej spiżarni, gdy nagle usłyszałem jakiś tajemniczy dźwięk, niby trzeszczenie, niby tupanie. Na pewno kosmici, pomyślałem, czując, jak mi serce przyspiesza. Natychmiast otworzyłem oczy, żeby namierzyć źródło tego hałasu. To, co ujrzałem, wprawiło mnie w niemałe osłupienie.
Na środku garderoby stał na dwóch łapach pies. Tak, nie kto inny, tylko właśnie pies! Duży, co ja mówię, ogromny pies! Przyglądałem się jego długim, klapniętym uszom, brzuszkowi połyskującemu w promieniach zachodzącego słońca jak łysina naszego sąsiada - pana Kazia, i wprost nie mogłem uwierzyć, że ten niespodziewany gość istnieje naprawdę. Istniał i przeglądając się w lustrze, bez skrępowania demonstrował niczym klaun na scenie różne śmieszne pozy. Jego brązowe futerko, gładko przylegające do ciała, lśniło wypielęgnowane. Ogonek miał biały, takiż sam pyszczek, dla fantazji upstrzony węgielkami piegów. Oczy, osadzone w czarnych pętelkach, uśmiechały się jak gwiazdki na nocnym niebie. Nosek, przypominający nieco wisienkę na urodzinowym torcie, dopełniał całość i nadawał jego właścicielowi nieco marzycielski wyraz.
Niewiele myśląc, zeskoczyłem z zaczarowanego krzesła i podszedłem do niego od tyłu.
– Hej, piesku, czego tutaj szukasz? – zapytałem, a ręką delikatnie schwyciłem koniuszek jego ogona.
Był mięciutki jak podusia, na której sypiam. Mięciutki, długi i zawijany. Można byłoby się na nim pohuśtać albo zrobić z niego skakankę i kicać bez końca, kic kic, kic kic.
Misie uwielbiają bawić się z pieskami, a psy uwielbiają tarmosić misie za uszy. Wiem coś o tym. Zosia, piesek pani Ani, robi to często. Najpierw wgryza się ząbkami w moje ucho, niby dla zabawy, targa nim na boki, a potem mruczy coś w tym swoim psim języku, zupełnie niezrozumiałym dla misiów. Mruczy i merda ogonem. Kiedy chwytam ją za ten puszysty wachlarz, ona natychmiast puszcza moje ucho, szczeka przez chwilę, a później zaczyna obłąkańczo biegać po ogrodzie z wywalonym językiem, cała zziajana, szczęśliwa, jakby ktoś obdarował ją beczułką miodu.
Może i tym razem nowy pies pani Ani, bo tak sobie wytłumaczyłem to nagłe pojawienie się brązowego wielkoluda w garderobie, da piękny pokaz merdania ogonkiem, głośnego szczekania psim barytonem albo szaleńczego sprintu po ogrodzie. W nadziei na wspaniałe widowisko mocno pociągnąłem włochatego giganta za ogon, a wtedy on, zamiast zaszczekać albo przynajmniej po psiemu zawarczeć, odwrócił się i uśmiechnął do mnie uśmiechem pani Ani. Tak, nie mylicie się - to była ona! Musicie wiedzieć, że pani Ania uwielbia przebierać się za różne bajkowe postaci i wraz z dziećmi urządzać w szkole teatrzyk. Tego dnia postanowiła założyć kostium psa. Dla mnie bomba!
do następnego
Ostatnio zmieniony sob maja 18, 2019 1:42 pm przez Alicja Jonasz, łącznie zmieniany 1 raz.
Alicja Jonasz

"A kiedy przyjdzie także po mnie
Zegarmistrz światła purpurowy
By mi zabełtać błękit w głowie
To będę jasny i gotowy"
Tadeusz Woźniak

Awatar użytkownika
eka
Posty: 11647
Rejestracja: ndz mar 30, 2014 10:59 am

"Z pamiętnika Misia Porzuconego" cz.3 - "O tym, jak mieszka się w garderobie"

#2 Post autor: eka » pt maja 17, 2019 10:16 am

Jeszcze lepsze, ojejej... jak można wytłumaczyć Zosine targanie Misiem za uszko, na boki:)
Alicjo, pisz! Świat oczyma Misia - bezcenny obraz.
Gratki!

Awatar użytkownika
Alicja Jonasz
Posty: 1287
Rejestracja: wt kwie 24, 2012 9:01 am
Płeć:

"Z pamiętnika Misia Porzuconego" cz.3 - "O tym, jak mieszka się w garderobie"

#3 Post autor: Alicja Jonasz » pt maja 17, 2019 6:48 pm

eko, zagrzewasz mnie do pracy; przyda mi się to, bo ten maj jakiś taki trudny i ratunek właśnie w pisaniu; chyba powinnam pominąć to "na boki", prawda? pozdrawiam serdecznie, eko!
Alicja Jonasz

"A kiedy przyjdzie także po mnie
Zegarmistrz światła purpurowy
By mi zabełtać błękit w głowie
To będę jasny i gotowy"
Tadeusz Woźniak

Awatar użytkownika
eka
Posty: 11647
Rejestracja: ndz mar 30, 2014 10:59 am

"Z pamiętnika Misia Porzuconego" cz.3 - "O tym, jak mieszka się w garderobie"

#4 Post autor: eka » sob maja 18, 2019 10:42 am

Nie, absolutnie zostaw - targanie na boki, bo dopełnia obraz klasycznej zabawy pieska, ileż w niej ukrytej treści, a dzieciom przecież trzeba pomagać w budowaniu jasnej strony świata:)

ODPOWIEDZ

Wróć do „UTWORY DLA DZIECI”