Czasami przed snem zwijała się w kłębek w wygniecionym przez siebie kącie i ściskała w dłoniach różaniec tak mocno, jakby chciała, żeby wsiąknął w jej skórę, nerwy, mięśnie, splótł się z jej kośćmi i został na zawsze drobiną jej ciała. Otulała go brzuchem i piersiami, chroniła za skulonymi kolanami, zamykała pod pokrywą ze swojego podbródka, aż spokojne, wieczorne bicie jej serca wkradało się pomiędzy pory drewnianego krzyżyka i grało w nim niczym jego dusza. Szeptała wtedy modlitwę, cichutko, samym oddechem. Nigdy nie rozpoznałam choćby słowa.
Do mnie nie mówiła nic poza grzecznościami: przywitaniem, podziękowaniem i uprzejmym przypomnieniem; wieczorami życzeniem dobrej nocy. Zawsze upewniała się, że jestem już skryta pod kołdrą, w chłodzie świeżej pościeli, którą mogłam ocieplić i poczuć się potrzebna. Udawała się do swojego kąta dopiero, gdy odwracałam się do niej plecami, jakbym zamykała jej przed nosem drzwi, ponieważ dzień dobiegł już końca.
Całym przodem byłam już w nocy, ale jednym uchem pozostawałam w wieczorze. Słuchałam, jak mięciutko stąpa, aby mi nie przeszkadzać. Sprawdza okna, drzwi, gasi ostatnie lampy, usypiając mój dom za mnie, żegnając go w moim imieniu. Układa sobie legowisko, niezbyt równo, bo nie może wstrząsnąć kocem, musi być ledwie szelestna. Zawija się w niego i oddycha cichutko, ciszej niż chmury przesuwają się po granatowym niebie. Nie wiem, jakim cudem słyszałam w te wieczory, jak jej bezgłośny oddech układa się w słowa, jak drżą kości w dłoniach ściskających różaniec. Jak modlitwa się kończy, a ona łagodnieje, wiotczeje i zasypia.
Bez jej milczenia jest tutaj tak cicho.
Kawałek podłogi wygnieciony w jej kształt odgina się w idealnie równą pustkę, jakby ktoś gilotyną ściął z niego zapachy i podmuchy ciepła, pozostawiając zimne nic.
Jest teraz gdzieś. Mówi coś. Myśli o czymś. Odgrywa nowy rytm miękkimi stąpnięciami, dyryguje świeżą melodię drewnianą łyżką, którą mieszała mi zalewajkę. Szorstkie palce, które były dla mnie jak tarka i wzdrygałam się na ich dotyk, tkają sobie sprawnie nową rzeczywistość. Cerują w niej dziury, wypełniają ją pierzem, pewnie też zwężają ją czasami, bo zmiany potrafią być trudne. Potrafi minąć kilka chwil, nim zmieszają się z przeszłością w całkiem zwyczajne teraz.
Opuszki palców są dzisiaj gładkie, podeszwy mkną po podłodze bez rytmu, w domu jest znacznie mniej miejsca, bo zajmują je puste przestrzenie. Nigdzie nie ma grama modlitwy.
Nie widzę nikogo za plecami, którymi zamykam dobę.
Gdybym była dzieckiem, przytulałaby mnie od środka szklanką ciepłego mleka. Pilnowałaby, gdy jem, zamiast grzecznie odchodzić. Śpiewałaby kołysanki.
Teraz nie śpiewa ich komuś innemu.
2.06.2025
-
- Nasze rekomendacje
-
-
Są rzeczy, o których wiemy, że je wiemy. Są rzeczy, o których wiemy, że ich nie wiemy. Ale są też rzeczy, o których nie wiemy, że ich nie wiemy.
Donald Rumsfeld
UWAGA!
JEŻELI JESTEŚ ZAREJESTROWANYM UŻYTKOWNIKIEM I MASZ PROBLEM Z LOGOWANIEM, NAPISZ NAM O TYM W MAILU.
admin@osme-pietro.pl
PODAJĄC W TYTULE "PROBLEM Z LOGOWANIEM"
-
- Słup ogłoszeniowy
-
-
Nasza Użytkowniczka Baska.S94 wydała swoją długo zapowiadaną powieść pt. "Echo obcych wspomnień".
15 maja w Bibliotece Publicznej w niewielkiej miejscowości Boleszkowice w zachodniopomorskim odbędzie się jej pierwsza prezentacja połączona z wieczorem autorskim.
Wszystkich chętnych serdecznie zapraszamy. Więcej informacji, w tym o możliwości zakupu książki znajdziecie tutaj.
PYTANIE DO WSZYSTKICH.
CZY KTOŚ MA POMYSŁ NA SENTENCJĘ MIESIĄCA?
Więcej informacji
JAK SIĘ PORUSZAĆ POMIĘDZY FORAMI? O tym dowiesz się stąd.
Odesłałam ją, bo rozbiła codzienność
- Bernierdh
- Posty: 178
- Rejestracja: 22 sty 2015, 15:36
Odesłałam ją, bo rozbiła codzienność
"Włóż siano do jabłka i zjedz jakąś świeczkę" - T.S.