• Nasze rekomendacje
  •  
    CO WARTO PRZECZYTAĆ W PIERWSZEJ KOLEJNOŚCI?
    Nasi recenzenci polecają...

    UWAGA!
    JEŻELI JESTEŚ ZAREJESTROWANYM UŻYTKOWNIKIEM I NADAL MASZ PROBLEM Z LOGOWANIEM DO PORTALU, NAPISZ NAM O TYM W MAILU.
    [email protected] (adres już działa)
    PODAJĄC W TYTULE "PROBLEM Z LOGOWANIEM"
     

I oto stało się

Opowieści pisane prozą - nie powieści

Moderatorzy: Gorgiasz, Lucile

ODPOWIEDZ
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
refluks
Posty: 811
Rejestracja: ndz lut 28, 2016 11:49 am

I oto stało się

#1 Post autor: refluks » wt paź 02, 2018 8:40 pm

Leżę na łożu śmierci.
Teraz ludzie umierają przejechani na jezdni, zaćpani lub dusząc się od pijackich rzygowin w publicznych toaletach.
A ja leżę staromodnie na wielkim łóżku, mnóstwo poduszek, tak, jak lubię.
Mam na sobie ulubioną piżamę.
Składam zaplecione palcami dłonie na kołdrze, odkaszluję i jestem gotowa.
Chodźcie.
Zbliżają się do łóżka.
Powoli w ciszy.
Nie całkiem w ciszy.
Elżbieta, córka brata mojego ojca pochlipuje.
Co za żałosna istota.
Tak samo łzawiła się, gdy nasza babka dogorywała po wylewie w szpitalu.
Stara kurwa.
Akurat zagniatałam ulubione swe kopytka do nadzwyczaj smacznego sosu z łopatki, gdy zadzwonił mój ojciec i poinformował mnie, że babka w szpitalu, wylew miała, gdy ją znalazł piwnicy, oko jedno jej wylazło z głowy, usta miała lekko otwarte i dolną wargę przykurczoną do szyi.
Już nie mogła sobie stara kurwa gorszej pory wybrać. A jeszcze na popołudnie umówiłam się z przyjaciółką na świrowanie. Czyli dużo alkoholu i wydzwanianie po pijaku do znajomych. No i ploty o wszystkich na osiedlu.
Przyjechałam do szpitala. Nad łóżkiem stał mój ojciec, jego brat z żoną, byłą pracownicą tego szpitala w randze pielęgniarki (to dzięki tej przeszłości staruchę szybko wstawiono pod aparaturę badająca wnętrze ciała i która stwierdziła mózg w stanie jajecznicy), dzieci trzeciego brata Elżunię i Krzysia.
Ich ojciec był najstarszym z braci. Pamiętam, że była niedziela, skoki narciarskie oglądałam. Ojciec przybiegł na górę (na piętro domu naszego na S., a dolną część nazywaliśmy dołem) i krzyknął do mojej mamy, że Janusz na dole leży i nie wiadomo co z nim.
Pomyślałam „Niech zdycha”.
Ale w przerwie transmisji zeszłam na dół i zrobiłam mu masaż serca, a ojciec wdychał mu powietrze do płuc.
Przyjechała karetka i ratownik zaczął na mnie drzeć mordę, że nie rozpięłam koszuli i ze źle reanimuję. Dostał ode mnie w pysk i kopa w kupę. Wujka Janusza zapakowali w karetkę, w drodze do szpitala schodził im cztery razy i w końcu umarł. To znaczy zdechł.
Gdy zdiagnozowano u mojej mamy nowotwór i jak powiedział lekarz „Rozsiew jest fatalny”, osunęłam się po szpitalnej ścianie, a potem przypomniał mi się wujek Janusz i karma, ze tak późno ratunek.
A potem był pogrzeb mojej mamy.
Moja babka, a jej teściowa przybyła do zakładu pogrzebowego i padła na kolana przed trumną i płakała donośnie.
Stara kurwa.
Nikt, tak jak ona, nie dokuczył mojej mamie.
Mój ojciec był kawalerem, a moja mama rozwódką.
Przybyła stara kurwa do mieszkania mojej mamy i jęła najpierw ją przekonywać, a potem grozić.
Dowiedziałam się o tym, gdy miałam dwanaście lat.
Wtedy sobie przypomniałam, jak moja mama niepewnie się czuła na S. i popłakiwała po kątach.
Ha, to musicie sobie wyobrazić.
Przede wszystkim mieszkaliśmy w mieście, a do domu na S. przyjeżdżaliśmy na weekendy.
Obiad w sobotę, a ja dwunastoletnia do babki mówię: ”Wiem co się stało. Nienawidzę cię”.
Wzrost i marsa na czole odziedziczyłam po dziadku Kazimierzu, mężu mojej babki, ale po niej resztę: kolor włosów, oprawę oczu, ale przede wszystkim charakter.
I siedziałam tak przy stole i patrzyłam na babkę. Dojadła i wyszła.
Siedemnaście lat się do niej nie odzywałam.
Przyjeżdżałam na S. i bez słowa ją mijałam.
Stanęłam przy łóżku szpitalnym. Leży kurwa stara, ręce bandażami przywiązane do łózka, rura z pęcherza odprowadza żółtą ciecz do worka. Zaraz się zrzygam.
Elżunia zawodzi. Po co?
Już dawno wszystko mnie zapisane przez dziadka Kazimierza. I nie udawaj, ze tak babuleńkę Władkę kochałaś, debilu.
Studia zaocznie iks lat po maturze. Bo się prułaś po hotelach za ze znudzonymi żonami facetami.
Ale były cyry na mojej komunii świętej!
Ciotka Irena, moja matka chrzestna przywiozła mi bombonierkę.
Częstuję dzieci, biorą cukiereczki, wkładają do buzi, gryzą i wykrzywione twarze mają.
Tę samą bombonierkę mój ojciec dał w zeszłym roku na komunię swojej chrześnicy, Elżuni, córki Ireny.
Ale wstyd przed kuzynkami ze strony mamy.
Ich rodzice świeże bombonierki i czekolady przynieśli.
Patrzę na to bezwładne cielsko. Jednak nie bezwładne, bo rzuca się nagle i chce uwolnić ręce.
Podchodzę do przodu łózka. Patrzę na babkę i mówię:
- Babciu, to ja, Ania.
Znieruchomiała, patrzy na mnie i po kilku sekundach oczy jej radośnieją, mamrota coś do mnie.
- Poznajesz mnie, babciu?
Kiwa głową, że poznaje, mamrota intensywniej.
Chwytam jej twarz z dłoń.
- Pamiętasz moją matkę? Za krzywdę, którą jej uczyniłaś zdychaj w boleściach, szmato.
Twarz jej zastyga. Chce coś powiedzieć.
A ja wychodzę.
Potem pogrzeb i stypa. I co rusz słyszę jaka jestem do niej podobna.
Wychodzę. Jadę do domu, kupuję pół litra i z przyjaciółką świrujemy.
Lidka jest tak pierdyknięta, jak ona coś powie, to nie mogę.
Nie zdążyłam do toalety i popuściłam w majtki ze śmiechu.
Władka, twoje zdrowie, franco.
Mam rodzinę ze strony mamy, ale mało kontaktu z nią miałam.
Wspaniali ludzie, ale mój ojciec nie uznawał ich za godnych siebie, dlatego oboje chrzestnych rodziców mam z jego strony.
Roman i Irena.
Roman, starszy bart mojego ojca, nauczyciel, macający nieletnie i Irena, żona najstarszego brata mego ojca, matka Elżbietki i Krzysia, blada pizda nie umiejąca gotować.
Pamiętam, gdy przyjechałam na ferie do Elżbietki. Ciotka Irena ugotowała pomidorową.
Po prostu wrzuciła do garnka z wodą przecier pomidorowy, zagotowała i wlała do talerza z niedogotowanym makaronem.
- Aneczko, jeśli ci nie smakuje, to nie jedz.
Pewnie, że mi nie smakowało, niedojdo kulinarna.
Chuda niebieskooka blondyna. Krzyś skóra z jej zdjęta i wymoczek.
Ponad czterdzieści lat mają i ciągle z mamą mieszkają.
I Elżunia łzawi nade mną, leżącą na łożu śmierci.
A Krzyś jaki cierpiący.
A jeszcze jednego kuzyna mam ze strony ojca. Radosław. Syn mojego chrzestnego. A jego matka, ta pielęgniarka, to Ukrainka.
Fakt z życiorysu nie do ujawnienia.
Czyta mój profil na Facebooku, to nie przylazł.
Moi drodzy.
Zaczynam.
Umieram.
Elka, przestań, kurwa, zawodzić! Znajdź se w końcu chłopa. Niech cię ktoś raz w życiu dobrze wygrzmoci, inaczej skończysz, jak twoja niedopchnięta matka.
Krzysiu, nie kiwaj się tak. Irytuje mnie to.
Otóż pieniędzy nie ma.
Przepiłam, co się dało, a reszta zajęta przez komornika.
Ale, ale, ale?
Jest jak mówię.
Idźcie już.
Wychodzą zawiedzeni.
Ale za nimi widzę plątającą się małą istotę.
Mars na czole, ale nie dziadka Kazimierza ten mars.
Babci Jasi, mamusi mojej!
Zapalam papierosa.
Chodź tu do ciotki.
Ciotka do ciebie mówi!
Chodź, bo jak się dorwę, to wyszczelam po chudej dupince.
Śmieje się cholera mała.
I nie marszcz tak brwi.
Po kim ty to masz?
Po kim?
Gramoli się o mnie.
Ty Jasiu mała ty.
Trzeba wstać z wyra i zagarnąć to dziecko.
Koniecznie na rosyjski zapisać.
A przede wszystkim wywietrzyć po rodzinnych zabździańcach.

- Pierogi ci ciocia z serem zrobi.
Zagniatam ciasto, a w głowie słyszę wrzask babki „Za twardo zagniatasz, wrzątku więcej dolej!”
Mały młóci pierogi.
Masełka sobie dolej na pierożki.
Nie chcę.
Dolej, ciotka mówi!
I żadnych min!
Zapalam papierosa.
Są pieniążki, są.
Na ciebie ciotka wyda.

Awatar użytkownika
skaranie boskie
Site Admin
Posty: 13454
Rejestracja: sob paź 29, 2011 12:50 am

I oto stało się

#2 Post autor: skaranie boskie » wt paź 02, 2018 9:30 pm

Scenka rodzajowa z Polski rodem.
Z katolickiej Polski, rzecz jasna.
Sama w sobie mi się podoba, taka naturalna jest. Tak samo, jak naturalne literówki, które popraw sobie sama, bo mnie się zwyczajnie nie chce. Parę błędów gramatycznych też dostrzegłem. Myślę, że jak dokładnie przeczytasz, sama je znajdziesz.
Ogólnie opowieść zrobiła na mnie dobre wrażenie, żeby nie rzec - poprawiła mi humor. Dobrze wiedzieć, że są jeszcze ludzie potrafiący nie udawać płaczu na pogrzebie.
Chętnie napiję się w ich intencji.
:beer: :beer: :beer:
Kloszard to nie zawód...
To pasja, styl życia, realizacja marzeń z dzieciństwa.


_____________________________________________________________________________

E-mail
[email protected]

Awatar użytkownika
refluks
Posty: 811
Rejestracja: ndz lut 28, 2016 11:49 am

I oto stało się

#3 Post autor: refluks » wt paź 02, 2018 9:37 pm

Zdrowie mojego siostrzeńca!
To syn mojej przyrodniej siostry, ale skóra ze mnie zdjęta.

Awatar użytkownika
skaranie boskie
Site Admin
Posty: 13454
Rejestracja: sob paź 29, 2011 12:50 am

I oto stało się

#4 Post autor: skaranie boskie » wt paź 02, 2018 9:49 pm

Tak pomyślałem, że byle kim by się ciotka nie zajmowała...
Kloszard to nie zawód...
To pasja, styl życia, realizacja marzeń z dzieciństwa.


_____________________________________________________________________________

E-mail
[email protected]

Jana
Posty: 65
Rejestracja: czw sie 02, 2018 10:59 am
Płeć:

I oto stało się

#5 Post autor: Jana » czw paź 04, 2018 9:58 am

Refluksie, skoro domagasz się komentarzy, to ja mogę skomentować, ale nie wiem czy ci się spodoba :myśli:
Bo mi sie osobiście nie podoba.
Za dużo osób, pogubiłam sie w połowie kto jest kim. Całe szczęście, że nie wprowadziłeś do tekstu jeszcze szwagrów, bo byłaby kompletna załamka.
Wydaje mi się, że dialogi są żle zapisane, przez to nie wiadomo kto gada.
Sorry, ale masz kwiatuszka za pomysł :rosa:

Awatar użytkownika
refluks
Posty: 811
Rejestracja: ndz lut 28, 2016 11:49 am

I oto stało się

#6 Post autor: refluks » czw paź 04, 2018 11:35 am

Tak, Jano, to opowiadanie mogłoby służyć za czytankę dla uczących się języka polskiego cudzoziemców w temacie "Rodzina - słówka".
A poza tym coraz kiepściej piszę.

Awatar użytkownika
eka
Posty: 11129
Rejestracja: ndz mar 30, 2014 10:59 am

I oto stało się

#7 Post autor: eka » sob paź 06, 2018 7:00 pm

Mocne jak... Refluks.
Od wyobrażonej sceny śmierci po miłość:
refluks pisze:
wt paź 02, 2018 8:40 pm
Ty Jasiu mała ty.

ODPOWIEDZ

Wróć do „OPOWIADANIA”