• Nasze rekomendacje
  •  
    Są rzeczy, o których wiemy, że je wiemy. Są rzeczy, o których wiemy, że ich nie wiemy. Ale są też rzeczy, o których nie wiemy, że ich nie wiemy.
    Donald Rumsfeld






    UWAGA!
    JEŻELI JESTEŚ ZAREJESTROWANYM UŻYTKOWNIKIEM I MASZ PROBLEM Z LOGOWANIEM, NAPISZ NAM O TYM W MAILU.
    admin@osme-pietro.pl
    PODAJĄC W TYTULE "PROBLEM Z LOGOWANIEM"
     
  • Słup ogłoszeniowy
  •  
    Nasza Użytkowniczka Baska.S94 wydała swoją długo zapowiadaną powieść pt. "Echo obcych wspomnień".
    15 maja w Bibliotece Publicznej w niewielkiej miejscowości Boleszkowice w zachodniopomorskim odbędzie się jej pierwsza prezentacja połączona z wieczorem autorskim.
    Wszystkich chętnych serdecznie zapraszamy.
    Więcej informacji, w tym o możliwości zakupu książki znajdziecie tutaj.
    PYTANIE DO WSZYSTKICH.
    CZY KTOŚ MA POMYSŁ NA SENTENCJĘ MIESIĄCA?
    Więcej informacji



    JAK SIĘ PORUSZAĆ POMIĘDZY FORAMI? O tym dowiesz się stąd.
     

FELICJA W ZAMĘCIE WYOBRAŹNI odc.3

Tu piszemy powieści w odcinkach
ODPOWIEDZ
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
Ryszard Sziler
Posty: 413
Rejestracja: 04 cze 2013, 09:00
Lokalizacja: Kolbuszowa
Płeć:
Kontakt:

FELICJA W ZAMĘCIE WYOBRAŹNI odc.3

#1 Post autor: Ryszard Sziler » 21 lip 2026, 06:53

Co do zasadniczych różnic, to najistotniejszą jest różnica między harmonijnym ładem, a kokofonicznym chaosem. Wydaje się, że jednych bawi pierwszy stan, drugich kolejny; ściślej – pociąga; przede wszystkim swoją innością i często zakazem, który ma się nieodpartą ochotę złamać. Totalna harmonia tak samo nuży jak totalny burdel – twierdzą teoretycy przedmiotu, zaś praktycy najczęściej się nie wypowiadają. Ziewają lub leczą kaca, nie określając ściśle swych sympatii. Rozszyfrowywaniem ich preferencji zajmuje się literatura; od opłotkowej po wiekopomnie nagradzaną. Nota bene nagrodami finansowanymi przez spadkobierców gościa, który pierwszy wynalazł środek umożliwiający totalną rozpierduchę (co sugeruje, że literatura tak zwanego „wysokiego lotu” być może bezpieczną nie jest).
Wewnętrzne rozchwianie Felicji stabilizowała nieco lampa rozsądku stojąca w samym środku jej baśniowej posiadłości, której się kurczowo trzymała.
Alerty zagrożeń docierały do niej z obydwu stron. Od Pestki grobowo dudniące jakby Pratchettowskimi kapitalikami, zaś od strony rozpasanego szaleństwa... Cóż, lepiej nie próbować opisu tego bełkotu, bo od samego rozkołysania przesłania można popaść w ciężką morską chorobę, a znowu aż takimi morskimi wilkami to my nie jesteśmy, żeby ryzykować rzyganie przez wieczność. To, że szaleństwo mami nas porywającymi prognozami, zupełnie nas nie przekonuje, bo gdy komuś uda się przypadkiem wypaść z jego karuzeli, to jest trudny do rozpoznania nawet przez najbliższych.
Z tego też względu zdarzające się poetyckie uspokajania nawiedzonych ateistów także nas nie uspokajają.
Są zbyt niespokojni, gdy uspokajają.
/... /
Niekiedy wydawało się Felicji, że wszystko ma wreszcie pod kontrolą i wystarczy już tylko rozłożyć leżaczek aby oddać się słodkiemu lenistwu spracowanego parobka. Niestety.
– Nagle wtedy coś mi takiego przychodzi do łba, że cały ciężko wypracowany spokój idzie w cholerę, a Pestka staje się coraz bardziej nieprzystępna i twardsza. Nie do nadgryzienia w ogóle – jęczała.

/... /

Wielki, względne realny, zamek rycerski jako dom Felicji, a wokół niego (w ogrodach, piwnicach, wykuszach, gołębnikach, oraz w bliższym i dalszym krajobrazie) kłębi się od dziwożn, południc i wszelakiej magii, tej prawdziwej i udawanej. Czyli diabli tylko wiedzą czego tam nie ma. Sam zamek jest też poniekąd bajką, mitem zbudowanym z felicjańskiej wyobraźni i tak jak ona ulega czasowym przeobrażeniom. Wewnątrz w wielkiej komnacie przy prychającym kominku siedzi Felicja i non stop, choć dość jałowo, zagłębia się w tajemnicę stworzenia oraz we wszelką inną tajemnicę wielką lub mniejszą, typu: a gdzież to ja położyłam krakersy? Bądź co bądź jednakowo ważną. Jej obecność ma, ale nie musi mieć wpływu na zewnętrzną rzeczywistość, która przez lata trwania już się trochę wyemancypowała i całkiem nieźle radzi sobie sama; co nota bene nie ułatwia wcale Felicji życia. Bo jak osiągnąć pełny ład istnienia, kiedy byle garnczek próbuje komentować twoje myśli, a gwóźdź we framudze drzwi potrafi się ironicznie wykrzywiać? Przyznacie sami, że łatwe to nie jest. Oto właśnie nocnik poczynił był niestosowne uwagi co do swego przeznaczenia, nie zgadzając się na wsypywanie w siebie fusów po zaparzonej kawie.
Aż w końcu, czemu nie sposób się dziwić, Felicja nie wytrzymała i warknęła:
- To kto rządzi w tym domu, ty czy ja?
- No nie wiem – odbrzdęknęło naczynie.
- Kto jest czyją własnością, co?
- Jak wyżej – odparował sprzęt – A uważajże no pręcie!- zawołał zaraz do spacerującego pogrzebacza, który go mimochodem potrącił - Możesz mnie wyszczerbić, a cenny jestem niezmiernie. Miśnia bałwanie! Pomijam już dyskomfort w późniejszym korzystaniu z moich usług, bo to nie moja rzecz w końcu – dodał.
- Aha. Miśnia. Ryby siną farbą kłute na denku, co? - chłodno zastanowił się rozgarniacz żaru.
- Miecze! Dwa miecze; niezdobiony prostaku – poprawił go z wyższością nocnik.
- Dwa niemieckie miecze powiadasz? Taak... No, to też tutaj nieszczęśliwy symbol. Źle ci on wróży kolego.

/... /

- Na świecie jest więcej dobra, czy zła? – zastanawiał się durszlak, który ze względu na dziurki niczego nie mógł skonkretyzować i miał nieustanną kręciołę myśli, wywołaną głównie permanentnym przeciągiem.
- Najwięcej jest kangurów – stwierdził opal, znaleziony kiedyś przez Felicję na ścieżce i dobrotliwie przez nią przygarnięty, mimo, że nie był pierwszej jakości co do barwy i w ogóle.
Naturalnie uwaga kamienia pozostała bez zrozumienia. Co znaczy, że zrozumienie nadal było osobno a kamień osobno, zaś całe towarzystwo w lekkim osłupieniu. Jedynie karnisz mruknął na to mądrze, bo podsufitnie: - No ten, to jak coś powie...
- Dziwactwo, cholera wie skąd – przytaknął stołek i wszyscy naraz zajęli się ścieżką.
Bo też i było czym, ponieważ zwykła, jakby się wydawało, przydomowa ścieżka przysłowiowo prowadząca w maliny, stale wymykała się wszelkim osądom. W wyglądzie i perspektywie ściśle zależała od mysiej wyobraźni, więc niczego co do niej nie dawało się ustalić, a to oczywiście stanowiło wdzięczny temat do ciągłych rozstrząsań. Dróżka wiła się w meandrach zaskakujących obrazów, pojawiając się nieoczekiwanie, albo zupełnie znikając we mgle niedookreśleń lub niespodzianie zmieniając się w przestronny bity trakt z pijaną karczmą na poboczu; co zależało od chwilowej jasności i trwałości wizji Felicji. Ta zaś łaziła po wyobrażeniach tak jak łazi normalna mysz, czyli bez konkretnego planu i pomysłu. Ot tak sobie - raz tu, raz tam.
- Skacze jak pasikonik – zgrzytnął cierpko widelec – więc nic z tego skakania nie wynika.
- Tak jak i kangurowi – dźwięknął zgodnie opal, a wszyscy znowu popatrzyli na niego z niechęcią i odechciało im się rozmawiać.
- Czyli, że znowuż jesteśmy w czarnej spiżarce – podsumowała rzecz drapaka, której sądom nikt nie ośmielał się przeciwstawiać, ponieważ (mimo zewnętrznych pozorów) pochodziła ze znanego rodu mioteł wymienianego już przez samego Goethego w przypisach do manuskryptu „Ucznia czarnoksiężnika”.
Tymczasem mysz wędrowała po ogrodzie, czyli przemykała między kwitnącymi piwoniami...

ODPOWIEDZ

Wróć do „CIĄG DALSZY NASTĄPI”