• Nasze rekomendacje
  •  
    CO WARTO PRZECZYTAĆ W PIERWSZEJ KOLEJNOŚCI?
    Dziś Lucile poleca wiersz bonkrety
    pt. "Spisane będą" (dyptyk)



    UWAGA!
    JEŻELI JESTEŚ ZAREJESTROWANYM UŻYTKOWNIKIEM I MASZ PROBLEM Z LOGOWANIEM, NAPISZ NAM O TYM W MAILU.
    [email protected]-pietro.pl
    PODAJĄC W TYTULE "PROBLEM Z LOGOWANIEM"
     

Strajki i żądania nauczycieli

Wolne wypowiedzi i dyskusje.
Uwaga! Nie zawsze cenzuralne
Na tym forum możliwe jest pisanie bez logowania
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
eka
Posty: 11549
Rejestracja: ndz mar 30, 2014 10:59 am

Strajki i żądania nauczycieli

#21 Post autor: eka » pt kwie 12, 2019 9:45 pm

Odpowiedź - list polskiego nauczyciela.

Panu Andrzejowi Gajcemu na jego artykuł odpowiem tak: wie Pan kiedy zostawiam swoich uczniów? Wtedy, kiedy przychodzą do mnie z problemem, a ja nie mogę poświęcić im więcej czasu niż powinienem i niż bym chciał, ponieważ muszę biec do następnej szkoły, żeby zapewnić godny byt i jakiekolwiek perspektywy moim dzieciom.
Wie pan kiedy zostawiam swoich uczniów? Wtedy, kiedy widzę jak mają problem z alkoholem, albo z narkotykami, a ja nie mogę im pomóc, bo sam nie potrafię, a nasze państwo nie stworzyło żadnej skutecznej profilaktyki zarówno w szkole, jak i poza nią, bo szkoda na to pieniędzy. Bo lepiej politykom (i w ogóle nam, dorosłym) udawać, że się walczy z narkotykami, grożąc nastolatkowi więzieniem za posiadanie grama marihuany, kiedy jednocześnie nasze państwo nie potrafi ukarać właściciela sklepu, który sprzedaje mu alkohol. W samej tylko Bydgoszczy działa tyle punktów sprzedaży tego trunku, ile jest w całej Norwegii.
Kiedy zostawiam swoich uczniów? Wtedy, kiedy słyszę, że moja uczennica lub uczeń mają depresję albo podjęli kolejną próbę samobójczą, a ja wiem, że szkoła nie jest w stanie nic zrobić, bo w naszym kraju jeden pedagog szkolny przypada na ponad dwustu uczniów (etat psychologa zlikwidowano w mojej szkole jakieś piętnaście lat temu, bo dwustu uczniów to za mało), a jedna poradnia psychologiczno-pedagogiczna jest na kilka, niekiedy kilkanaście szkół.
Wie Pan kiedy zostawiam swoich uczniów? Kiedy przychodzą do mojej szkoły już zniechęceni, z obniżonym poczuciem swojej wartości, ponieważ dorośli napisali programy nauczania tak, że sprostać im może uczeń uzdolniony. A ja mam uczniów takich normalnych, z inteligencją, jaką mam ja i zapewne Pan; czyli głupi nie jesteśmy, ale daleko nam do geniuszy. I na nic zdają się moje rozmowy, że dadzą radę, że porażka jest po to, żeby wyciągnąć wnioski. Bo oni doskonale wiedzą, że uczestniczą w wyścigu szczurów, jaki my, dorośli, zafundowaliśmy im już w pierwszych latach edukacji. I wielu z nich już ma poczucie, że go nie wygra. Albo wtedy, kiedy patrzę, jak kosztem nauki idą do pracy, żeby odciążyć finansowo ciężko pracujących rodziców, lub nawet po to, żeby zarobić na drogie, ich zdaniem, wartościowe rzeczy, bowiem stworzyliśmy im konsumerski turbokapitalizm, gdzie o wartości i prestiżu człowieka nie decyduje kim i jakim się jest, tylko ile i co się ma.
Wie Pan, kiedy jeszcze zostawiam swoich uczniów? Wtedy, kiedy muszę po łebkach przerobić niektóre partie programu, ponieważ jest on tak przeładowany, że nie wyrabiam się z materiałem, kiedy chcę wszystkie partie przerobić rzetelnie. A przerobić muszę wszystko, bo wszystko może pojawić się na egzaminie. Wtedy, kiedy zamiast uczyć ich myślenia i rozwiązywania problemów, tłukę z nimi rozwiązywanie testów, ponieważ dorośli poszli na łatwiznę i wymyślili, że wszelkie egzaminy polegać mają na rozwiązaniu często głupich i nic nie wnoszących zadań.
I wreszcie wtedy, kiedy sprawdzam (jasne, że niedokładnie) ostatni sprawdzian o dwunastej w nocy i padam ze zmęczenia, bo musiałem wziąć do domu chałturę, żeby zarobić na spłatę kredytu na mieszkanie, który musiałem wziąć 15 lat temu razem z bratem, bo żaden bank nie dał mi zdolności kredytowej na podstawie dochodów z pensji nauczyciela, a po prostu głupio było, żeby trzydziestolatek mieszkał dłużej z matką.
Dlatego wybaczy Pan, ale nie dam się nabrać na moralny szantaż Pana i innych, że ich zostawiłem podczas egzaminów. Ja - mam takie przekonanie - przygotowałem ich do nich najlepiej, jak potrafiłem. Swoje zadanie wykonałem. A profesjonalna organizacja egzaminów to już sprawa państwa.

Natomiast zastanawiam się, kiedy zostawili ich nasi politycy? Czy wtedy, kiedy zlikwidowali gimnazja i kazali im realizować napisane na kolanach, niespójne i dziurawe programy? Czy wtedy, kiedy kazali iść dwóm rocznikom na raz do szkół ponadpodstawowych? A może wtedy, kiedy zaczęli o nich mówić"stracone roczniki" (a wiem, że tak mówią ministerialni urzędnicy o tych rocznikach, jak i o ostatnim roczniku gimnazjum)? Czy jednak wtedy, kiedy doprowadzili do rozpaczy i takiej desperacji kilkaset tysięcy nauczycielek, nauczycieli i pracowników administracji, że zdecydowali się rozpocząć strajk w tak trudnym momencie? A może jednak wtedy, kiedy złamali prawie wszystkie przepisy prawne, żeby przeprowadzić egzaminy, bo szkoda im spełnić, jak sam Pan napisał, słuszne żądania. Żądania o godne wynagrodzenie, które przecież jest prawem człowieka. Z czym ich zostawiają? Z poczuciem, że jak się ma siłę, w tym wypadku polityczną i ekonomiczną, to się wygrywa?
I tak na koniec wszystkim "Katonom", którzy siedzą sobie wygodnie przed ekranem komputera i uderzają w wysokie moralne tony, proponuję się zastanowić, jaka ich jest odpowiedzialność za taki, a nie inny stan edukacji. I nie tylko, bo podobnie dramatyczna jest sytuacja w służbie zdrowia i w systemie opieki społecznej. Ich też trzeba napiętnować i oskarżać o niemoralność? Zamiast tego, zachęcam do zaangażowania się w Naradę Obywatelską o Edukacji. Właśnie ruszył taki projekt i bierze w nim udział wiele nauczycielek i nauczycieli, którzy strajkują. Może czas wziąć też odpowiedzialność za system edukacji w naszym kraju. Bo na jej dobru powinno zależeć wszystkim, nie tylko nauczycielkom i nauczycielom, uczennicom i uczniom czy rodzicom, ale również Panu.
P.S. Odpowiedź Panu pisałem na podstawie swoich doświadczeń i doświadczeń moich koleżanek i kolegów, nauczycielek i nauczycieli.

Awatar użytkownika
Gloinnen
Site Admin
Posty: 12178
Rejestracja: sob paź 29, 2011 12:58 am

Strajki i żądania nauczycieli

#22 Post autor: Gloinnen » ndz kwie 14, 2019 9:05 pm

Eka, skoro piszesz odpowiedź (polemiczną) komuś na coś, to wypadałoby przynajmniej zalinkować opinię pana Andrzeja Gajcego.

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onec ... go/6tbxlzt

NB - wypowiedź - również nauczyciela, tylko po drugiej stronie barykady, bo nie wszyscy chcą robić za narzędzie ZNP-owskich politruków.

Na początku jedna uwaga. Publikowane przez Onet listy nie są podpisane. Nie wiem czy to decyzja redakcji czy prośba piszących. Ja nie zamierzam pozostawać anonimowym. Nazywam się Karol Winiarski. Jestem nauczycielem historii, wiedzy o społeczeństwie oraz edukacji prawnej w IV LO z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Stanisława Staszica w Sosnowcu. Przez 20 lat byłem w Sosnowcu radnym. W ostatnich wyborach kandydowałem na prezydenta miasta stojąc na czele niezależnego komitetu.

W moim programie jedno z najważniejszych miejsc zajmowały sprawy edukacji. Przegrałem z kretesem. Wygrał urzędujący prezydent, którego główną obietnicą było wybudowanie nowego kompleksu sportowego za kilkaset milionów złotych. Piszę o tym, żeby pokazać jakie są preferencje mieszkańców - jak przypuszczam - nie tylko Sosnowca. A także dlatego, żeby podkreślić, że nie jestem już w żaden sposób zaangażowany politycznie i nie zamierzam do polityki wracać.

Jestem jednym z nielicznym nauczycieli w naszej szkole, który nie strajkuje. Uczestniczyłem w egzaminach gimnazjalnych, dwa razy byłem z moimi uczniami na turniejach debat oksfordzkich, jadę też do Oświęcimia w ramach miejskiego programu realizowanego przez kilka sosnowieckich szkół, prowadzę zajęcia dla maturzystów, pytam tych uczniów klas trzecich, którzy jeszcze chcą poprawić swoją końcową ocenę. Czuję narastający ostracyzm. Jak widać mój sposób rozumienia etosu zawodu nauczyciela jest trochę inny.

Pisząc o proteście, nie sposób nie wspomnieć o pieniądzach. Pracuję w jednej szkole. Po tzw. uśrednieniu etatu (pracujący w szkołach średnich wiedzą o co chodzi), mam niewiele ponad 18 godzin tygodniowo (ostatnio doszły mi dwie godziny nauczania indywidualnego). Nie mam wychowawstwa. Podobnie było również w roku ubiegłym. Moje całkowite wynagrodzenie w szkole w 2018 roku wyniosło prawie 63 tys. zł brutto czyli około 5 tys. zł miesięcznie. Swoją drogą nie wiem dlaczego żaden z wypowiadających się nauczycieli nie pokazuje swoich rocznych zarobków, które przecież w najbardziej wiarygodny sposób obrazują ich sytuację materialną.

Czytając listy moich strajkujących kolegów i koleżanek zgadzam się z większością zawartych tam twierdzeń i opinii. Rzeczywiście rozrost biurokracji w ostatnich latach zabija sens nauczania. Rzeczywiście nikt nam najczęściej nie płaci za zajęcia dodatkowe, a kwestia opieki w czasie wielodniowych wycieczek od lat nie jest uregulowana w prawie i nikogo, a zwłaszcza związków zawodowych, kompletnie to nie obchodzi. Rzeczywiście nowa siatka godzin w liceach i podstawa programowa przedmiotów humanistycznych cofa nas o kilkadziesiąt lat. To wszystko prawda. Tylko co to ma wspólnego z jedynym postulatem strajkowym czyli zwiększeniem wynagrodzenia zasadniczego?

Czy podniesienie pensji, wszystkim po tyle samo (kwotowo czy procentowo) zmniejszy biurokrację, ureguluje kwestię zapłaty za opiekę nad uczniami w czasie wycieczek, doprowadzi do zmiany podstawy programowej? Wręcz przeciwnie. Podniesienie płac zakończy wszelką dyskusję. Nie ma bowiem zorganizowanej i wpływowej organizacji nauczycielskiej, która by te sprawy podnosiła, a związki zawodowe po prostu nie są tym zainteresowane. Liderzy związkowi od lat nie pracują w zawodzie i nie mają najczęściej pojęcia o tym, co się dzieje w szkołach. Świadczy o tym chociażby wypowiedzieć wiceszefa ZNP, który protestował przeciwko udziałowi nauczycieli z innych szkół w komisjach egzaminacyjnych. Tymczasem jest tak od kilkunastu lat.

Nic w tym kierunku nie zrobią politycy szczebla krajowego, którzy dobrze wiedzą, że każda proponowana zmiana wywoła gwałtowny opór znacznej części nauczycieli (zwłaszcza tych starszych), gorliwie wspieranych przez związki zawodowe. Samorządy obciążone dodatkowymi kosztami będą szukały oszczędności jeszcze bardziej ograniczając ilość płatnych godzin pozalekcyjnych, likwidując nauczanie w grupach, czy po prostu odsuwając w czasie najpotrzebniejsze nawet remonty szkół i przedszkoli. Czy o to Wam chodzi?

Zasadniczym problemem systemu płacowego w szkolnictwie jest brak motywacji do lepszej pracy. Wysokość pensji zależy od stopnia awansu zawodowego, długości zatrudnienia (dodatek stażowy), pełnionej funkcji (wychowawstwo), a przede wszystkim od ilości godzin lekcyjnych. Ilości, a nie od jakości nauczania, zaangażowania nauczyciela i uzyskiwanych efektów. Dodatek motywacyjny, który wynosi zwykle kilka procent wynagrodzenia nie motywuje do niczego. Podobnie jak niewiele wyższe nagrody dyrektora przyznawane raz w roku.

Sukces strajkujących, który zresztą jest więcej niż wątpliwy, zakonserwuje obecny system oświatowy. Na dodatek za kilka lat problem powróci, ponieważ o żadnych podwyżkach w przyszłości w postulatach strajkowych nie ma mowy. To oznacza, że dwa, trzy lata znowu się okaże, że realna wartość wynagrodzeń spada tak jak to było od 2012 roku. Jedynym sensownym rozwiązaniem byłoby powiązanie pensji zasadniczej z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce narodowej. Wtedy płace nauczycielskie rosłyby wraz z rozwojem polskiej gospodarki. Ale takiego postulatu związki nie zgłaszają. Dlaczego? Ponieważ przestałyby być potrzebne i zapewne dość szybko straciłyby znaczną część swoich członków. A wtedy funkcjonariusze związkowi musieliby wrócić do szkoły. Koszmar. Dla nich. I przypuszczam także dla uczniów.

Autorytet nauczyciela nie ma wiele wspólnego z wysokością pensji. Jeden z piszących wskazywał na ogromną rolę polskiej inteligencji w przeszłości. Mam nadzieję, że to czas przeszły dokonany, ponieważ taką rolę ludzie wykształceni Polacy odgrywali w najtrudniejszych dla Polski i Polaków czasach – zaborów, okupacji, komunizmu. Ale nawet wtedy ci, którzy nieśli "kaganek oświaty" nie pytali się, ile za to dostaną. Autorytet nauczyciela buduje się codzienną pracą i postawą. Buduje się go latami, a można zniszczyć nawet jednym posunięciem. Do takich należy decyzja o niewystawianiu tegorocznym maturzystom ocen końcowych i odmowa udziału w konferencjach klasyfikacyjnych.

Nawet jeżeli dla kogoś sprawy finansowe są najważniejsze, to nie ma moralnego prawa wykorzystywać do walki o swoje materialne interesy uczniów, przed którymi być może najważniejszy egzamin w ich życiu. I dlatego apeluję do wszystkich moich kolegów i koleżanek aby tego nie robili. Szkoła jest przede wszystkim dla uczniów. Oni są najważniejsi. Oni czekają na Waszą decyzję. Nie narażajcie ich na dodatkowy niepotrzebny stres. Wystawcie im oceny końcowe i zatwierdźcie klasyfikację klas maturalnych. Zróbcie do dla nich.

Karol Winiarski

P.S.

I jeszcze jedna uwaga na koniec. Furorę w sieci robią piosenki wyśmiewające obietnice dopłat dla producentów zwierząt hodowlanych. Chciałbym wszystkich zwrócić uwagę, że to są dopłaty dla rolników, a nie dla świń czy krów. Jeżeli wymagamy szacunku do swojego zawodu, to okazujmy go też innym.
Niechaj inny wiatr dzisiaj twe włosy rozwiewa
Niechaj na niebo inne twoje oczy patrzą
Niechaj inne twym stopom cień rzucają drzewa
Niechaj noc mnie pogodzi z jawą i rozpaczą

/B. Zadura
_________________
E-mail:
[email protected]

Awatar użytkownika
eka
Posty: 11549
Rejestracja: ndz mar 30, 2014 10:59 am

Strajki i żądania nauczycieli

#23 Post autor: eka » ndz kwie 14, 2019 11:19 pm

Nie jestem Autorem listu - odpowiedzi. Znalazłam go necie i tu opublikowałam jako anonimowy głos w dyskusji.
Mój (uprzedzam że grafomański w formie), po zapoznaniu się ze stanowiskiem rządu i z obrzydliwym hejtem w necie opluwającym Nauczycieli, gorzki ale naprawdę uważam, że najlepszy dla ludzi wykonujących ten zawód, brzmi tak:



młody nauczycielu –

na pasku z dodatkami dwa tysiące netto

to twoje eldorado dla naiwnych getto

obyś cudze dzieci uczył – tak ci życzy wróg

więc uciekaj od tablicy i nie żałuj nóg



starszy nauczycielu –

bierz przykład dziś z młodego – w Biedrze obsługuje

o wrodzonym lenistwie nikt mu tam nie truje

spokojnie korkami dorabiając w weekendy

zarabia tak jak hrabia – nie zostając w nędzy



stary nauczycielu – sorry

dla ciebie emerycie zmiany losu nie ma

trochę ponad tysiąc najczęstszym świadczeniem

ale...

nie podlegasz przynajmniej rządowej ocenie

a gawiedzi nie słuchaj – zgrana obelg ściema

Awatar użytkownika
tabakiera
Posty: 2707
Rejestracja: śr lip 15, 2015 8:48 pm
Płeć:

Strajki i żądania nauczycieli

#24 Post autor: tabakiera » ndz kwie 14, 2019 11:51 pm

Na pracy nauczyciela, jego dodatkach i pensum to teraz zna się każdy i każdy ma wiele mądrego do powiedzenia.
Obawiam się, że znać się będzie coraz lepiej, nawet może i ja się poznam z telewizji polskiej.
Bo znam inną rzeczywistość.
Tak, dorabiam jak mogę.
Żeby żyć.
Bardzo lubię wybrany przez siebie zawód.
Znam program nauczania i swoje obowiązki.
Wiem, jak ludzie wychowują własne dzieci.
Nie zmienię fachu, za stara jestem.
Żeby móc dorobić, zrobiłam trzy specjalizacje.
Jestem też ekspertem z listy MEN.
Dorabiam w każde wakacje.
Ktoś ma z tym problem?
Czy sięgam komuś do kieszeni?
Czy wyliczam mu premie?
Czy liczę, ile razy loguje się na fb, będąc w swojej pracy?
Nie, nie liczę.
A Biedronki bardzo lubię, pracę osób w nich zatrudnionych szanuję.
I o szacunek proszę.
Żądam szacunku.

Tylko 10 lat do emerytury.
Na szpilkach wytrzymam.

Tak, strajkuję.
Nie oceniam tych, co nie strajkują.
Nie ubieram się na czarno podczas egzaminów, które nadzorują.
Tak, przegramy, bo rząd obrał sprytną metodę szczucia na nas.

Wiecie co?
Jestem w Solidarności.
Zapisywałam się do tej starej.
Nie wiem, czy zostanę, przestałam być krewka.
Może zrozumiem ich stanowisko.
Teraz nie rozumiem.
Propozycje czytam ze zrozumieniem.
Danych podanych w telewizorni nie rozumiem, są z sufitu.


Załączam dla rozluźnienia gaci.


Wytrwała
Młoda belferka z Bródna Podgrodzie
chciała oświatę szerzyć w narodzie.
Na widok paska
mocno przygasła
i trwa do dzisiaj w wielkim zawodzie.


Hodowcy
Przebiegli belfrzy z SP. w Dąbrowie
adoptowali każdy po krowie.
Planowali wakacje
za ogromne dotacje.
I teraz mają od PiS po głowie.


Po słowie
Pewna belferka z wioski Zaparcie
protestowała miesiąc uparcie.
Pasek ujrzała
i zapłakała.
Tak to jest liczyć na MEN-a wsparcie.

Awatar użytkownika
lczerwosz
Posty: 7435
Rejestracja: pn paź 31, 2011 10:51 pm

Strajki i żądania nauczycieli

#25 Post autor: lczerwosz » pn kwie 15, 2019 4:19 pm

Nie ma jak Poezja zaangażowana.

Awatar użytkownika
Gloinnen
Site Admin
Posty: 12178
Rejestracja: sob paź 29, 2011 12:58 am

Strajki i żądania nauczycieli

#26 Post autor: Gloinnen » pn kwie 15, 2019 11:40 pm

Jeśli jeszcze ktoś wierzy w kocopoły, że strajk nauczycieli jest "dla dobra polskiej oświaty", to proszę poczytać:

https://wpolityce.pl/polityka/349913-uj ... aczmy-rzad
Niechaj inny wiatr dzisiaj twe włosy rozwiewa
Niechaj na niebo inne twoje oczy patrzą
Niechaj inne twym stopom cień rzucają drzewa
Niechaj noc mnie pogodzi z jawą i rozpaczą

/B. Zadura
_________________
E-mail:
[email protected]

Awatar użytkownika
eka
Posty: 11549
Rejestracja: ndz mar 30, 2014 10:59 am

Strajki i żądania nauczycieli

#27 Post autor: eka » wt kwie 16, 2019 5:58 pm

Wystarczy spełnienie przez rząd postulatów strajkujących nauczycieli i łeb ukręcony wrażej hydrze w punkcie trzecim:), a z aktualnie 42% poparciem społecznym dla rządu - epatowanie teorią spiskową w celu podkręcania histerii wśród wyborców Prawa i Sprawiedliwości jest... manipulacją groźną dla ich emocji. Żal. Was.

Tu, drodzy zwolennicy z PiS, chodzi o godne życie strajkujących w szkołach. Tab powyżej była zniesmaczona zaglądaniem do kieszeni belfrów, ale widać po sugestii Glo, że przeciwnicy strajku po prostu nie mają pojęcia o zarobkach, przypisując protestowi polityczne dążenia, rozprawienie się z władzą.
Tak więc: po niedawnych, styczniowych podwyżkach nauczyciel z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym dostaje:

stażysta - 2538 zł brutto czyli 1834 zł netto

kontraktowy - 2611 zł brutto czyli 1885 zł netto

mianowany - 2965 zł brutto czyli 2132 zł netto

dyplomowany - 3483 zł brutto czyli 2492 zł netto

Pewny jest do w/w dochodów tylko dodatek od tzw. wysługi lat: 1% procent za rok, maksymalnie - 20%. Inne dodatki (nadgodziny, wychowawstwo, motywacyjny ) pojawiają się w zależności od organizacji placówki, jej możliwości zapewnienia godzin nauczycielowi.

Awatar użytkownika
skaranie boskie
Site Admin
Posty: 13720
Rejestracja: sob paź 29, 2011 12:50 am

Strajki i żądania nauczycieli

#28 Post autor: skaranie boskie » wt kwie 16, 2019 7:38 pm

Gloinnen pisze:
ndz kwie 14, 2019 9:05 pm
Jestem jednym z nielicznym nauczycieli w naszej szkole, który nie strajkuje.
Łamistrajki zawsze byli w mniejszości, więc pan niedoszły (choć sam twierdzi, że były) polityk trochę koloryzuje, ubierając swoją lizusowską wobec władzy postawę w kolorowe szatki rodem z Andersena.
Gloinnen pisze:
ndz kwie 14, 2019 9:05 pm
Czuję narastający ostracyzm.
Wcale się nie dziwię.
Gloinnen pisze:
ndz kwie 14, 2019 9:05 pm
Moje całkowite wynagrodzenie w szkole w 2018 roku wyniosło prawie 63 tys. zł brutto czyli około 5 tys. zł miesięcznie.
Czy aby na pewno od całej kwoty zostały zapłacone składki? A może cztery z tej piątki to najróżniejsze dodatki uznaniowe, wypłacane przez hołubioną władzę hołubiącym właśnie? Czy jak pan z etosu zachoruje, to nadal będzie otrzymywał piątaka brutto? I ile z tego zostanie netto? Coś mi się widzi, że takiej rzetelnej, oskładkowanej i opodatkowanej podstawy, to zbyt wiele w tym nie ma. Mogę się mylić, ale znajomość polskich realiów podpowiada mi, że raczej nie. A chyba godna zapłata nie ma polegać na tym, że zbieramy skrupulatnie jakieś dodatki, wyżebrane premie itp. żeby jakoś przetrwać, tylko solidna podstawa wynagrodzenia brutto, z której odprowadzane są wszelkie kontrybuty, bez żadnych dodatkowych udziwnień. Tak to przynajmniej wygląda w cywilizowanych krajach. Ale, żeby być cywilizowanym krajem nie wystarczy wybrać sobie Kaczyńskiego z Morawieckim na tzw. przywódców.
Gloinnen pisze:
ndz kwie 14, 2019 9:05 pm
Samorządy obciążone dodatkowymi kosztami będą szukały oszczędności jeszcze bardziej ograniczając ilość płatnych godzin pozalekcyjnych, likwidując nauczanie w grupach, czy po prostu odsuwając w czasie najpotrzebniejsze nawet remonty szkół i przedszkoli. Czy o to Wam chodzi?
Władze samorządowe dostają nieadekwatną do kosztów utrzymania szkół subwencję od rządu, który - zapewne słusznie uważa - że za taki stan rzeczy należą się idące w dziesiątki, a nawet setki tysięcy premie dla ministrów.

Dalej wciąż podobne bla bla bla. Jakbym słuchał telewizji Kurskiego.
Nie przekonuje mnie ta retoryka, niestety.
Kloszard to nie zawód...
To pasja, styl życia, realizacja marzeń z dzieciństwa.


_____________________________________________________________________________

E-mail
[email protected]

ODPOWIEDZ

Wróć do „WSZYSTKIE CHWYTY DOZWOLONE”