Moje imię
Wtedy nie miałam pojęcia, że imię, którym w samotności lubiłam się nazywać, można przy odrobinie dobrej woli połączyć z kwitnieniem i podłogą. Odkryłam ową relację dopiero parę lat później, w szkółce ucząc się podstaw angielskiego, i dopiero na studiach sprawdziłam jego etymologię, bynajmniej niezwiązaną z zimnymi morzami Północy.
W dorosłości po prostu gdzieś je w sobie zgubiłam.
Ukochane imię dzisiaj rano przypomniał stary tramwaj. Pojawiło się zaraz po informacji o dacie i godzinie, bo właśnie 20 czerwca obchodzi imieniny.
Kwitnienia na podłogach i w najdalszych horyzontach, moja Florentynko, Tynko, Flonko, Flo – szepnęłam, uśmiechając się do małej dziewczynki odnalezionej w sobie.
-
- Nasze rekomendacje
-
-
UWAGA!
JEŻELI JESTEŚ ZAREJESTROWANYM UŻYTKOWNIKIEM I MASZ PROBLEM Z LOGOWANIEM, NAPISZ NAM O TYM W MAILU.
admin@osme-pietro.pl
PODAJĄC W TYTULE "PROBLEM Z LOGOWANIEM"
-
- Słup ogłoszeniowy
-
-
"Wszyscy, którzy zachowali ojczyznę, wspierali ją, pomnażali, mają wyznaczone w niebie określone miejsce, gdzie szczęśliwi rozkoszują się życiem wiecznym".
Cicero "De re publica"
JAK SIĘ PORUSZAĆ POMIĘDZY FORAMI? O tym dowiesz się stąd.
Zaistnienia
- eka
- Posty: 18495
- Rejestracja: 30 mar 2014, 10:59
Zaistnienia
Scenka nieepicka
(ascetycznie urządzony pokój, przy oknie mężczyzna wąchając dorodną pelargonię, ukradkiem wybiera numer w telefonie, po czym odwraca się do kobiety)
On: I wtedy już zawsze będę przy tobie.
Ona: Aha. (skręca się ze śmiechu)
On: Kotku, dłużej nie mogę być twoim konkubentem, partnerem, przyjacielem...
Ona: Ani kochankiem.
On: Właśnie. Jeśli mam się do ciebie wprowadzić, to wyłącznie jako mąż. Kochamy się, więc koniec z prowizorką. A partnerką, pamiętasz? Oglądaliśmy wczoraj film kręcony w kenijskim rezerwacie, lektor tak nazwał samicę kopulującą z gorylem.
Ona: Prowokacja, tak? Czy sfiksowałeś? Jakby nie było, na żaden ślub się nie piszę.
On: Cudownie będziesz wyglądać w koronkowej, białej sukni. Nie odmawiaj.
Ona: Możesz poważnie potraktować moje pytania? Czemu nagle zachciało ci się kapelana? Źle nam jest?
On: A nie cierpiałaś? Twój przyszły mąż, czyli ja, już nigdy cię nie zdradzi.
Ona: Szkoda wielka.
On: Co?
Ona: Dwa razy w ciągu tych pięciu lat wracałeś skruszony. Do mnie, a nie do aktu ślubu walającego się w szufladzie.
On: Aleś ty pokręcona, wiesz ile kobiet, zamieniłoby się z tobą?
Ona: (otwiera drzwi) Idź i sprawdź.
On: (zamyka) Nie przeginaj.
Ona: Moim mężem nie zostaniesz.
On: Więc koniec z nami.
(chwila ciszy)
On: Poznałaś kogoś, tak?
Ona: Zaczynasz swoje rutynowe śledztwo? Głupio, jak zwykle.
On: Racja, jutro przyjdę ogolony na łyso.
Ona: Jutra chyba nie przewidujemy, lecz bez przesady z tym umartwianiem. Hm... nie pozbawiaj się pracowicie rozwichrzonej fryzury. (uśmiecha się)
On: Lubisz ją, wiem kotku, ale muszę, bo to honorowa powinność, efekt małego spisku. Założyłem się, że wyjdziesz za mnie przed końcem jesieni. Co tam włosy, do urlopu odrosną. Nie martw się. Przepraszam, mogę? (wyjmuje smartfon z kieszeni) Chłopaki, spadam do fryzjera, wygraliście. (słychać rechot podsłuchujących kolegów)
Ona: Założyłeś się?!
On: Auć! (przykłada dłoń do piekącego policzka)
Ona: Oddaj klucze, gówniarzu.
On: (wręcza i cedzi) Bałem się, że pękniesz i będziesz chciała zostać moją żoną.
Ona: Pięknie, kolejny egzamin u ciebie zaliczony na pięć, i... ostatni.
On: Ostatni? (uśmiecha się i przytula ją) Czyżby? Wystarczy spojrzeć, te błękitne oczy nie potrafią kłamać.
Ona: Masz rację. (oblizując górną wargę, wbija mu klucz w oko)
On: Jezu! Kretynko, nienormalna jesteś, dzwoń po karetkę!
Ona: (podając upuszczony telefon) Proś kumpli.
(gdy on rzucając kurwami wybiega; ona staje tyłem do widowni, płacze)
(kurtyna)
(ascetycznie urządzony pokój, przy oknie mężczyzna wąchając dorodną pelargonię, ukradkiem wybiera numer w telefonie, po czym odwraca się do kobiety)
On: I wtedy już zawsze będę przy tobie.
Ona: Aha. (skręca się ze śmiechu)
On: Kotku, dłużej nie mogę być twoim konkubentem, partnerem, przyjacielem...
Ona: Ani kochankiem.
On: Właśnie. Jeśli mam się do ciebie wprowadzić, to wyłącznie jako mąż. Kochamy się, więc koniec z prowizorką. A partnerką, pamiętasz? Oglądaliśmy wczoraj film kręcony w kenijskim rezerwacie, lektor tak nazwał samicę kopulującą z gorylem.
Ona: Prowokacja, tak? Czy sfiksowałeś? Jakby nie było, na żaden ślub się nie piszę.
On: Cudownie będziesz wyglądać w koronkowej, białej sukni. Nie odmawiaj.
Ona: Możesz poważnie potraktować moje pytania? Czemu nagle zachciało ci się kapelana? Źle nam jest?
On: A nie cierpiałaś? Twój przyszły mąż, czyli ja, już nigdy cię nie zdradzi.
Ona: Szkoda wielka.
On: Co?
Ona: Dwa razy w ciągu tych pięciu lat wracałeś skruszony. Do mnie, a nie do aktu ślubu walającego się w szufladzie.
On: Aleś ty pokręcona, wiesz ile kobiet, zamieniłoby się z tobą?
Ona: (otwiera drzwi) Idź i sprawdź.
On: (zamyka) Nie przeginaj.
Ona: Moim mężem nie zostaniesz.
On: Więc koniec z nami.
(chwila ciszy)
On: Poznałaś kogoś, tak?
Ona: Zaczynasz swoje rutynowe śledztwo? Głupio, jak zwykle.
On: Racja, jutro przyjdę ogolony na łyso.
Ona: Jutra chyba nie przewidujemy, lecz bez przesady z tym umartwianiem. Hm... nie pozbawiaj się pracowicie rozwichrzonej fryzury. (uśmiecha się)
On: Lubisz ją, wiem kotku, ale muszę, bo to honorowa powinność, efekt małego spisku. Założyłem się, że wyjdziesz za mnie przed końcem jesieni. Co tam włosy, do urlopu odrosną. Nie martw się. Przepraszam, mogę? (wyjmuje smartfon z kieszeni) Chłopaki, spadam do fryzjera, wygraliście. (słychać rechot podsłuchujących kolegów)
Ona: Założyłeś się?!
On: Auć! (przykłada dłoń do piekącego policzka)
Ona: Oddaj klucze, gówniarzu.
On: (wręcza i cedzi) Bałem się, że pękniesz i będziesz chciała zostać moją żoną.
Ona: Pięknie, kolejny egzamin u ciebie zaliczony na pięć, i... ostatni.
On: Ostatni? (uśmiecha się i przytula ją) Czyżby? Wystarczy spojrzeć, te błękitne oczy nie potrafią kłamać.
Ona: Masz rację. (oblizując górną wargę, wbija mu klucz w oko)
On: Jezu! Kretynko, nienormalna jesteś, dzwoń po karetkę!
Ona: (podając upuszczony telefon) Proś kumpli.
(gdy on rzucając kurwami wybiega; ona staje tyłem do widowni, płacze)
(kurtyna)
- eka
- Posty: 18495
- Rejestracja: 30 mar 2014, 10:59
Zaistnienia
Raport
Numer: 127/E
Obiekt: P/Swg/3/G58329
Nieciekawy i nieetyczny świat. Brak głębokich struktur na rzecz ilości podobnych jednostek w populacjach. Samozachowawcze materiały genetyczne nie preferują innowacji. Najliczniej występujące w ekosferze organizmy są prymitywne i niewidoczne dla swoich nosicieli. Pokrywają ich zewnętrza lub zamieszkują wnętrza, współpracując albo pasożytując.
Każda prosta forma życia, jeśli nie napotka na przeszkody, prze do niekontrolowanego wzrostu. Najszybciej powielają się ubogie schematy reprodukcyjne.
Bardziej zaawansowane formy biologiczne – owady, płazy, gady, ptaki, ssaki - nieemocyjne rozmnażanie zastąpiły aktem seksualnym wymuszanym narastającym pożądaniem. Kopuluj ze mną albo odejdź - to podstawowe hasło tego świata. Dzieci są z reguły drugoplanowym celem i najczęściej niepożądanym. Warto pokazać naszej społeczności ową egoistyczną emocję, trudno bowiem teoretycznie pojąć, że można być efektem ubocznym pieprzenia się (nazwa czynności z języka miejscowego).
Kongresie, życie biologiczne na planecie może być dobrym materiałem dla naszego pierwszego poziomu edukacyjnego, rekomenduję zebraną obserwację do wykorzystania w szkolnym pakiecie: Małe apokalipsy światów. Zainstalowałem monitoring planetarny oraz wybiórczo w organizmach przedstawicieli większości tutejszej fauny i flory.
Kultura najbardziej rozwiniętego gatunku niemal w 100% nadal podporządkowana strategii ego. Nie ma w dotychczas poznanym Kosmosie inteligentnego życia, które przetrwało bez stopniowej minimalizacji egoizmu osobniczego, jak i tworzonej gromady. Analiza współczesnych nośników komunikacyjnych tutejszej memosfery nie pozostawia złudzeń. Koniec ludzi nastąpi niebawem.
Pozytywem badanego świata są tzw. barwy. Tego w naszych mechanizmach percepcji nie mamy.
Teoretycznie, sprawdziłem, przewidzieliśmy kolorowość widzenia. Barwności odbioru świata doznałem po transformacji. Przeistoczyłem się na dobę (trzy tutejsze lata) w osobnika najwyżej rozwiniętego gatunku (poziom cywilizacyjny 3c/10). Miałem wrażenie, że wysoka aktywność cząstek atmosfery, akurat trwała burza, rozsadzi moją aktualną strukturę na pojedyncze jądra. Bardzo niski jest ludzki poziom zapętleń, wiązań, zgrubień i przerostów, w tym mentalnych. Bezbronni są w swojej prześwitującej, indywidualnej przestrzeni molekularnej, niemniej barwnej.
Co dziwne, kolor tzw. czerwony jest zarówno dokuczliwie nieznośny dla ich mózgu, jak i wzbudza pożądanie. A krew człowieka, warto podkreślić – niezbędna w jego trwaniu - również jest czerwona.
Tutejsza ewolucja wypracowała nigdzie wcześniej przez nas nieodnotowany proces kolorowania oglądu. Narzędzia rozrodcze roślin (tzw. kwiaty) w parze z owadami wydaje się, że zapoczątkowały barwność widzenia. Wielkim plusem zjawiska jest to, że pogłębiło moje indywidualne doznanie piękna podczas obserwacji zaćmienia naturalnego satelity tej planety, ale nie tylko. Kilkanaście minut spędziłem na satysfakcjonującej obserwacji koloru skóry i oczu jednej z kobiet.
Szanowny Kongresie, wydrukowałem budowę narządów barwnego widzenia i współpracujących z nimi ośrodków sterowania świadomością aż u kilkunastu gatunków, by wybrać najszerszą gamę barwności oglądu. Teraz zastanawiam się, jak zobaczę nasz świat po powrocie, bo nie odinstalowałem od siebie tego elementu transformacji.
Rekomenduję Kongresowi Galaktycznemu jego przydatność po przeprowadzonej inspekcji planety. Oczywiście, jeżeli wynik Waszych testów będzie dla kolorowej percepcji negatywny, wymażę ją z mojej pamięci.
Chwała Andromedzie (tak nazywają naszą galaktykę tubylcy) i Szlachetnym Pozanieskończnościom!
Ekatrion
Numer: 127/E
Obiekt: P/Swg/3/G58329
Nieciekawy i nieetyczny świat. Brak głębokich struktur na rzecz ilości podobnych jednostek w populacjach. Samozachowawcze materiały genetyczne nie preferują innowacji. Najliczniej występujące w ekosferze organizmy są prymitywne i niewidoczne dla swoich nosicieli. Pokrywają ich zewnętrza lub zamieszkują wnętrza, współpracując albo pasożytując.
Każda prosta forma życia, jeśli nie napotka na przeszkody, prze do niekontrolowanego wzrostu. Najszybciej powielają się ubogie schematy reprodukcyjne.
Bardziej zaawansowane formy biologiczne – owady, płazy, gady, ptaki, ssaki - nieemocyjne rozmnażanie zastąpiły aktem seksualnym wymuszanym narastającym pożądaniem. Kopuluj ze mną albo odejdź - to podstawowe hasło tego świata. Dzieci są z reguły drugoplanowym celem i najczęściej niepożądanym. Warto pokazać naszej społeczności ową egoistyczną emocję, trudno bowiem teoretycznie pojąć, że można być efektem ubocznym pieprzenia się (nazwa czynności z języka miejscowego).
Kongresie, życie biologiczne na planecie może być dobrym materiałem dla naszego pierwszego poziomu edukacyjnego, rekomenduję zebraną obserwację do wykorzystania w szkolnym pakiecie: Małe apokalipsy światów. Zainstalowałem monitoring planetarny oraz wybiórczo w organizmach przedstawicieli większości tutejszej fauny i flory.
Kultura najbardziej rozwiniętego gatunku niemal w 100% nadal podporządkowana strategii ego. Nie ma w dotychczas poznanym Kosmosie inteligentnego życia, które przetrwało bez stopniowej minimalizacji egoizmu osobniczego, jak i tworzonej gromady. Analiza współczesnych nośników komunikacyjnych tutejszej memosfery nie pozostawia złudzeń. Koniec ludzi nastąpi niebawem.
Pozytywem badanego świata są tzw. barwy. Tego w naszych mechanizmach percepcji nie mamy.
Teoretycznie, sprawdziłem, przewidzieliśmy kolorowość widzenia. Barwności odbioru świata doznałem po transformacji. Przeistoczyłem się na dobę (trzy tutejsze lata) w osobnika najwyżej rozwiniętego gatunku (poziom cywilizacyjny 3c/10). Miałem wrażenie, że wysoka aktywność cząstek atmosfery, akurat trwała burza, rozsadzi moją aktualną strukturę na pojedyncze jądra. Bardzo niski jest ludzki poziom zapętleń, wiązań, zgrubień i przerostów, w tym mentalnych. Bezbronni są w swojej prześwitującej, indywidualnej przestrzeni molekularnej, niemniej barwnej.
Co dziwne, kolor tzw. czerwony jest zarówno dokuczliwie nieznośny dla ich mózgu, jak i wzbudza pożądanie. A krew człowieka, warto podkreślić – niezbędna w jego trwaniu - również jest czerwona.
Tutejsza ewolucja wypracowała nigdzie wcześniej przez nas nieodnotowany proces kolorowania oglądu. Narzędzia rozrodcze roślin (tzw. kwiaty) w parze z owadami wydaje się, że zapoczątkowały barwność widzenia. Wielkim plusem zjawiska jest to, że pogłębiło moje indywidualne doznanie piękna podczas obserwacji zaćmienia naturalnego satelity tej planety, ale nie tylko. Kilkanaście minut spędziłem na satysfakcjonującej obserwacji koloru skóry i oczu jednej z kobiet.
Szanowny Kongresie, wydrukowałem budowę narządów barwnego widzenia i współpracujących z nimi ośrodków sterowania świadomością aż u kilkunastu gatunków, by wybrać najszerszą gamę barwności oglądu. Teraz zastanawiam się, jak zobaczę nasz świat po powrocie, bo nie odinstalowałem od siebie tego elementu transformacji.
Rekomenduję Kongresowi Galaktycznemu jego przydatność po przeprowadzonej inspekcji planety. Oczywiście, jeżeli wynik Waszych testów będzie dla kolorowej percepcji negatywny, wymażę ją z mojej pamięci.
Chwała Andromedzie (tak nazywają naszą galaktykę tubylcy) i Szlachetnym Pozanieskończnościom!
Ekatrion