Podana na tacy
Pewnego poranka na początku muzealnej kariery - około dziesięciu kilogramów i kilkudziesięciu wystaw mniej do stanowiska kustosza - młoda, dobrze się zapowiadająca asystentka zbiegała po kręconych, barokowych schodach. I, jak to miała w zwyczaju, do czasu, niestety, do czasu, poruszała się energicznie na wysokich szpilkach. Ot, taka "przywara" młodych, pewnych swojego sprawnego, szczupłego ciała kobiet.
Ta zarozumiałość rychło została ukarana.
Już na pierwszym zakręcie pięknych, dębowych schodów straciła równowagę, lecz nie wytraciwszy szybkości, z jaką wbiegła na schody, poczęła zjeżdżać na pupie. Ponieważ trzymała w dłoni mały, ale cenny artefakt, całą uwagę skupiła na jego ochronie, tym samym nie kontrolując zjeżdżania. Na ostatnim wirażu stopami przyozdobionymi w najmodniejsze włoskie - jakżeby inaczej - czerwone szpilki wybiła dwie rzeźbione tralki i... wylądowała na znajdującej się poniżej ogromnej, srebrnej tacy na równie wielkim stole (niefortunny incydent rozgrywał się w dawnej profesorskiej jadalni - refektarzu), kurczowo trzymając w objęciach nienaruszony cenny obiekt, powierzony jej opiece. Kiedy to z ulgą stwierdziła, ale nadal przerażona, (dwie wybite tralki w zabytkowym obiekcie) nie zważając na ból, z niejakim trudem zeszła ze stołu, na którym przed wiekami serwowano całkiem inne posiłki i znalazła je leżące tuż obok. Podniosła i... zamiast połamanych, zniszczonych bezpowrotnie elementów unikatowych schodów, czego się przecież spodziewała, zobaczyła, że są całe, a ich końce równiutko odcięte. Czyli, już wcześniej zostały wklejone w miejsce brakujących tralek w ozdobnej balustradzie gdańskich schodów. I na szczęście to nie było jej sprawką. Pracownia konserwatorska z łatwością naprawi szkody, wyrządzone przez jej "schodowy zjazd".
Jej szczęście było tak wielkie, że zrównoważyło długotrwałą zmianę koloru skóry na niektórych partiach ciała, jak i - przez jakiś czas - niemożność spania na plecach. Oczywiście, na srebrnej tacy pozostawiła swój odcisk.
Wniosek pierwszy:
Młode muzealniczki - to nie wy, a eksponaty powierzone waszej pieczy, są skarbami i prawdziwymi perłami w kolekcji.
Wniosek dugi:
Może te przysłowiowe i wyśmiewane muzealne papcie miały swoje uzasadnienie?
...
Wspaniałą ozdobą Stuby Communis (Izby Wspólnej) Collegium Maius są barokowe schody wykonane w Gdańsku około 1700 roku. Pochodzą z pałacu Potockich w Krzeszowicach. Wejścia na nie strzegą dwie figury pięknie rzeźbionych halabardników.
LuBe
pięć, jedenaście,
dwadzieścia dwadzieścia dwa
-
- Nasze rekomendacje
-
-
czas kurczy się do białej
niezapisanej kartki kiedy myśl
przysiada na westchnieniu
Lucile
UWAGA!
JEŻELI JESTEŚ ZAREJESTROWANYM UŻYTKOWNIKIEM I MASZ PROBLEM Z LOGOWANIEM, NAPISZ NAM O TYM W MAILU.
admin@osme-pietro.pl
PODAJĄC W TYTULE "PROBLEM Z LOGOWANIEM"
-
- Słup ogłoszeniowy
-
-
PYTANIE DO WSZYSTKICH.
CZY KTOŚ MA POMYSŁ NA SENTENCJĘ MIESIĄCA?
Więcej informacji
JAK SIĘ PORUSZAĆ POMIĘDZY FORAMI? O tym dowiesz się stąd.
Z dziennika przypadków młodej kustoszki
- Lucile
- Posty: 4996
- Rejestracja: 23 wrz 2014, 00:12
- Płeć:
Z dziennika przypadków młodej kustoszki
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
- lczerwosz
- Posty: 9449
- Rejestracja: 31 paź 2011, 22:51
Z dziennika przypadków młodej kustoszki
to po tych schodach zjeżdżała muzealniczka? Nie po poręczy? Byłoby bezpieczniej.
- Lucile
- Posty: 4996
- Rejestracja: 23 wrz 2014, 00:12
- Płeć:
Z dziennika przypadków młodej kustoszki
Dobrze się zapowiadająca asystentka, inspirująca do stanowiska kustoszki znalazła lepsze miejsce do zjazdu po poręczy schodów. Tam osiągało się taki pęd, że groził mandat za przekroczenie prędkości. 
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
- eka
- Posty: 18982
- Rejestracja: 30 mar 2014, 10:59
Z dziennika przypadków młodej kustoszki
Dobra jest! I muzealniczka, i sytuacja.
Dzięki za zdjęcia!
- Lucile
- Posty: 4996
- Rejestracja: 23 wrz 2014, 00:12
- Płeć:
Z dziennika przypadków młodej kustoszki
Tak mi się przypomniało, bo kolega przysłał mi fotkę z moich imienin zorganizowanych niegdyś w Stubie Communis Muzeum UJ Collegium Maius - dawnej jadalni profesorskiej.
Do dzisiaj w tym refektarzu znajdują się trzy dębowe stoły ustawione w podkowę. Przed wiekami, kiedy jeszcze obowiązywał system kolegialny i profesorowie mieszkali w Collegium Maius, do posiłków zasiadali wedle starszeństwa. Jedzenie podawano dwa razy dziennie, a w trakcie posiłków, na wzór życia klasztornego, najmłodszy z profesorów, stojąc przy pulpicie w wykuszu, odczytywał fragmenty tekstów religijnych. W tej Sali goszczono także koronowane głowy na specjalnie przygotowywanych lunchach. W 1964 r. z wizytą przybył cesarz Etiopii Haile Selassie, a w 1996 r. królowa Wielkiej Brytanii Elżbieta II z małżonkiem księciem Filipem. Z przekazów wiem, że cesarzowi Etiopii podano m.in. kulebiak, sandacza i tort. Natomiast w menu dla Elżbiety II (z powodu panującej w tym okresie „choroby wściekłych krów”) głównym daniem był udziec cielęcy pieczony i brzoskwinie w szampanie. A to już wiem z autopsji. W 1787 roku w murach Collegium Maius, siedziby najstarszego polskiego uniwersytetu (założonego w 1364 r.) goszczono króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, ale o tym czy jadłem - i jeżeli tak, to jakim - podejmowano naszego ostatniego władcę, nie mam, niestety, wiedzy. Ale za to w Skarbcu II Collegium Maius znajduje się czekolada z obiadów czwartkowych króla Stasia. Podczas dwutygodniowego pobytu króla w Krakowie - oprócz towarzyszącego mu dworu – pod Wawelem przebywał także jego nadworny cukiernik Johann Richter. Z okazji wizyty króla w Krakowie odnowiono pomieszczenia w Zamku Królewskim na Wawelu. Pierwszy bal wydany na cześć króla odbył się w Sukiennicach. Król odwzajemnił się uroczystym balem dla szlachty i mieszczan, na którym serwowano także cukry - taką ogólną nazwę miały wtedy wszystkie słodycze. Ta, znajdująca się w muzeum, tabliczka czekolady pochodzi z tego wydarzenia i jest tożsama z tą serwowaną podczas obiadów czwartkowych. Na czekoladzie odciśnięte są kartusze z herbami Polski, Litwy i Poniatowskich.
Swego czasu przemknęła mi przez głowę myśl; a może by delikatnie ją liznąć i organoleptycznie stwierdzić, czym częstowano elitę intelektualną na królewskim dworze? Na szczęście zwyciężył głos rozsądku (opatrzności?); po pierwsze - i najważniejsze - muzealnicy mają niezbywalny obowiązek chronić i troszczyć się o cenne eksponaty, ich pieczy powierzone.
Do dzisiaj w tym refektarzu znajdują się trzy dębowe stoły ustawione w podkowę. Przed wiekami, kiedy jeszcze obowiązywał system kolegialny i profesorowie mieszkali w Collegium Maius, do posiłków zasiadali wedle starszeństwa. Jedzenie podawano dwa razy dziennie, a w trakcie posiłków, na wzór życia klasztornego, najmłodszy z profesorów, stojąc przy pulpicie w wykuszu, odczytywał fragmenty tekstów religijnych. W tej Sali goszczono także koronowane głowy na specjalnie przygotowywanych lunchach. W 1964 r. z wizytą przybył cesarz Etiopii Haile Selassie, a w 1996 r. królowa Wielkiej Brytanii Elżbieta II z małżonkiem księciem Filipem. Z przekazów wiem, że cesarzowi Etiopii podano m.in. kulebiak, sandacza i tort. Natomiast w menu dla Elżbiety II (z powodu panującej w tym okresie „choroby wściekłych krów”) głównym daniem był udziec cielęcy pieczony i brzoskwinie w szampanie. A to już wiem z autopsji. W 1787 roku w murach Collegium Maius, siedziby najstarszego polskiego uniwersytetu (założonego w 1364 r.) goszczono króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, ale o tym czy jadłem - i jeżeli tak, to jakim - podejmowano naszego ostatniego władcę, nie mam, niestety, wiedzy. Ale za to w Skarbcu II Collegium Maius znajduje się czekolada z obiadów czwartkowych króla Stasia. Podczas dwutygodniowego pobytu króla w Krakowie - oprócz towarzyszącego mu dworu – pod Wawelem przebywał także jego nadworny cukiernik Johann Richter. Z okazji wizyty króla w Krakowie odnowiono pomieszczenia w Zamku Królewskim na Wawelu. Pierwszy bal wydany na cześć króla odbył się w Sukiennicach. Król odwzajemnił się uroczystym balem dla szlachty i mieszczan, na którym serwowano także cukry - taką ogólną nazwę miały wtedy wszystkie słodycze. Ta, znajdująca się w muzeum, tabliczka czekolady pochodzi z tego wydarzenia i jest tożsama z tą serwowaną podczas obiadów czwartkowych. Na czekoladzie odciśnięte są kartusze z herbami Polski, Litwy i Poniatowskich.
Swego czasu przemknęła mi przez głowę myśl; a może by delikatnie ją liznąć i organoleptycznie stwierdzić, czym częstowano elitę intelektualną na królewskim dworze? Na szczęście zwyciężył głos rozsądku (opatrzności?); po pierwsze - i najważniejsze - muzealnicy mają niezbywalny obowiązek chronić i troszczyć się o cenne eksponaty, ich pieczy powierzone.
- eka
- Posty: 18982
- Rejestracja: 30 mar 2014, 10:59
Z dziennika przypadków młodej kustoszki
Przesmaczne ciekawostki, dzięki za udostępnienie.
Na spotkaniu Nawrockiego z królem Szwecji podano pieczeń z renifera. Św. Mikołaj wkurzony, zapowiada brak prezentów dla winnych.
A jesteś pewna, że ktoś tej czekolady nie posmakował?
Na spotkaniu Nawrockiego z królem Szwecji podano pieczeń z renifera. Św. Mikołaj wkurzony, zapowiada brak prezentów dla winnych.
A jesteś pewna, że ktoś tej czekolady nie posmakował?
- Lucile
- Posty: 4996
- Rejestracja: 23 wrz 2014, 00:12
- Płeć:
Z dziennika przypadków młodej kustoszki
A dlaczego św. Mikołaj ma wkurzyć się na prezydenta Nawrockiego, skoro to na uroczystej kolacji - wydanej przez króla Szwecji Karola XVI Gustawa w Zamku Królewskim w Warszawie, w rewanżu za przyjęcie (dzień wcześniej) w Pałacu Prezydenckim, gdzie serwowano m.in. comber z jelenia - podano właśnie danie z renifera? Jeżeli już, to św. Mikołaj powinien mieć zadrę do króla Szwecji, chyba że skonsumowanie reniferowego mięsa też stanowi podstawę do obrazy. Miejmy nadzieję, że św. Mikołajowi przejdzie i dzieci (oraz grzeczni dorośli) obydwu krajów cieszyć się będą „mikołajkami”. Gorzej, jeżeli ofiarą tej kolacji był jeden z mikołajowych reniferów. Miejmy tylko nadzieję, że Szwedzi nie zapolowali na niego w Finlandii.
Ot, i mamy tu dylemat dyplomatyczno-kulinarny – komu podpaść?
W latach dziewięćdziesiątych królowa Szwecji złożyła wizytę w Collegium Maius. Spotkanie z władzami miasta, Uniwersytetu Jagiellońskiego i zaproszonych gości odbyło się właśnie w Stubie Communis. Królową Sylwię zapamiętałam jako ładną, bardzo elegancką, uśmiechniętą i uprzejmą damę. Chyba otrzymała także Order Uśmiechu.
A jak smakuje czekolada z obiadów czwartkowych króla Stasia, którą można obejrzeć (na srebrnej tacy) w serwantce w II Sali Skarbca Collegium Maius? Nikt z pracowników muzeum (których ja znam) mających dostęp do eksponatów się nie przyznał. Ale kto to wie? Przecież minęło ponad 230 lat. Dawno temu w muzeum postanowiono podać ją szczegółowym badaniom. Miałam wtedy okazję przyjrzeć się tej tabliczce czekolady bardzo dokładnie. Pobrano wtedy maleńką próbkę do analizy i zbadania składników, więc w muzealnej karcie obiektu znajdują się dokładne informacje na temat tego królewskiego delikatesu.
Pozdrawiam z uśmiechem
- eka
- Posty: 18982
- Rejestracja: 30 mar 2014, 10:59
Z dziennika przypadków młodej kustoszki
sorry, mam taką nadzieję, że św. Mikołaj nie stosuje odpowiedzialności zbiorowej, wszak okrutnikiem, despotą i dyktatorem chyba nie jest
Lucile, doskonale wiemy, że prezydent i król nogą o wiele więcej niż ich otoczenie, a bywa, że prezydent nawet znacznie więcej. Sumienia są równe w jakości, ludzie już nie.
Dzięki za info o pięknej królowej i badaniach królewskiego delikatesu : )